Idą Święta cd.

12.24.2010

Zawiesimy na choince
Łańcuchy,pajacyki,
Orzechy, jabłuszka,
Miodowe pierniki.

Siądziemy przy choince
Kolędę zaśpiewamy.
Powiemy mamie i tacie,
Jak bardzo ich kochamy.

Przy choince kolorowej 
Zatańczymy w koło.
Poszukamy prezentów.
Oj, będzie wesoło!

W domu mojego dzieciństwa tradycje były świętością.  A zaczynało się od robienia generalnych porządków czyli mycia okien, wiórkowania i pastowania podłóg.  Zapach tej pastowanej podłogi oznajmiał całemu światu, a przede wszystkim nam - dzieciom -  że zbliżają się święta.  A najwspanialszymi były Święta Bożego Narodzenia.
Zaczynały się zakupami.  W tamtych czasach właściwie nie „kupowało się”, a raczej „polowało” i „zdobywało”, w ten sposób pojawiały się w domu takie rarytasy jak pomarańcze, karp, śledzie, rodzynki i bakalie do ciast.  
Z osiedlowego sklepiku pana Komorowskiego przynosiło się kiszoną kapustę, mak i orzechy.  A wanna stawała się tymczasowym „stawem” dla dorodnych karpii, które wkrótce miały królować na wigilinym stole w zupełnie innej... postaci.  Och, jak bałyśmy się tych karpii!  Moja siostra biegała do sąsiadów, aby skorzystać z łazienki! 
A ja wylewałam hektolitry łez w rozpaczy nad ich marnym, oj marnym, losem.
Kolejny etap przygotowań odbywał się w kuchni.  Przepasana fartuchem pomagałam ucierać mak i żółtka
z cukrem, mieszałam bakalie czy też ubijałam pianę z białek na pierniki, serniki i makowce.  Zapach pieczonych ciast niejednego łasucha zwabiał do kuchni.  Nieraz dostałyśmy z siostrami ścierką po głowie za wykradanie pyszności.  Gotowania było co niemiara, gdyż na wigilijnym stole musiało się znaleźć 12 potraw.  Była ryba
w galarecie, smażony karp, śledzie w oleju i śmietanie, ryba po grecku - rewelacyjna specjalność mamy - pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z uszkami, sernik, makowiec, piernik i kompot z suszonych śliwek.  Jednym słowem - mnóstwo pracy! 
Najwspanialszym etapem przedświątecznych przygotowań, dla nas dzieci, było robienie bibułkowych zabawek na choinkę.  Zajmowało nam to zazwyczaj parę wieczorów.  Nasza mama, niezmordowana i pełna pomysłów, znosiła do domu kolorową krepinę i bibułkę, słomki, „złotko” i...  zaczynała się praca!  
Z kolorowego papieru kleiłyśmy długie łańcuchy , z wydmuszek i waty wyczarowywałyśmy Mikołajki, „złotkiem” owijałyśmy orzechy.  Mama zaś zachwycała nasze oczy prześlicznymi bibułkowymi „jeżykami”, które były
za trudne dla dziecięcych paluszków.  Jakież to były kolorowości!  Nasza choinka, ubierana przez nas rano
w wigilijny dzień, była zachwycająca! 
Później przychodził czas na nakrywanie stołu białym obrusem, pod którym konieczne było sianko.  Nasze psikusy i czasem niezbyt grzeczne zachowanie szybko były eliminowane krótkim przpomnieniem mamy,
że... Mikołaj patrzy i że zamiast prezentów może nam po prostu przynieść rózgi!  A gdy już nawet wzmianki
o tym patrzącym Mikołaju przestawały działać, mama ustawiała nas przy oknie i kazała wyglądać pierwszej gwiazdki - znaku, że można rozpoczynać kolację.
Z każdą Wigilią wracają do mnie te wspomnienia i obraz mamy, która już wiele lat temu od nas odeszła... 
I choć dziś nie trzymam karpia w wannie, zakupy świąteczne zajmują mi tylko godzinę, a moje dzieci śledzą trasę Świętego Mikołaja na internecie, to jednak zachowałam wiele tradycji z mojego rodzinnego domu. 
I troskliwie je pielęgnuję, bo wiem, że jest to największe bogactwo jakie mogę przekazać moim dzieciom...  Największe bogactwo, jakie mnie przekazała moja mama...
Zastanawia mnie tylko, jak to jest, że przez tyle, tyle lat nigdy nie udało się nam spotkać z Mikołajem pod tą naszą choinką.  Co roku bowiem przynosi nam prezenty w momencie, gdy wszyscy (wszyscy?) myjemy ręce po jedzeniu...
Jakie są twoje świąteczne tradycje?

Wesołych Świąt!
Iwona Sikorska - Szczupak